Im więcej czytasz książek motywujących, tym mniej robisz. W każdej książce jest zwykle to samo. Kiedy czytasz, skupiasz się na samym aspekcie motywującym, a nie na swoim planie działania.
Autorzy książek motywujących skupiają się wytworzeniu atmosfery, która da Ci kopniaka do działania. Jest to czasami potrzebne. Przy czym czytanie ciągle kolejnych książek, powoduje, że zamiast wziąć się w końcu do roboty, Ty cały czas nakręcasz się i nic z tego nie wynika. Czasami bierzesz się do pracy na hura, a kiedy Twoja energia opada, odkładasz pracę w kąt. Żeby znów nabrać sił przeglądasz nową ofertę w księgarni i kupujesz kolejną książkę motywującą. Potem motywacja znowu znika lub tylko maleje i… sięgasz po kolejną książkę.
W efekcie Twoja motywacja trwa tak długo, jak trwa lektura lub kilka dni więcej. Tymczasem powinno być inaczej – bierzesz książkę, nakręcasz się, układasz długofalowy plan i działasz. Kiedy motywacja opada, to zacznij myśleć racjonalnie, a nie biegać po nowe książki z serii „motywacja”.
Myślenie racjonalne to takie coś, czego brakuje wszystkim tym, którzy czytają zbyt wiele książek motywujących. Czym różni się człowiek racjonalny od człowieka żyjącego złudzeniami? Otóż ten pierwszy wie, czego chce. Ten drugi działa na hura, czyli bez ładu i składu. I choć czasami ten pierwszy, racjonalista, miewa różne zwątpienia, to w okresie niedyspozycji, nie traci czasu na pochłanianie kolejnych książek, które nic nie wnoszą, tylko wraca do tego, co już przeczytał i zrobił. Krótko mówiąc, odznacza się MYŚLENIEM.
Człowiek racjonalny myśli tak: „Nie chce mi się, wezmę sobie dwa dni wolnego, ale po tych dwóch dniach zachce mi się na pewno, bo zrobiłem już tak wiele. Jeśli ja tego nie zrobię, to nikt inny tego za mnie nie zrobi”. Człowiek racjonalny zdaje sobie sprawę z kryzysów, ale wie, że nie trwają one wiecznie.
Często w chwilach kryzysu, człowiek racjonalny stara się robić cokolwiek, żeby nie siedzieć bezczynnie. Wtedy to wykonuje mniej kroków do swojego celu, ale coś robi, w myśl zasady:
Kto stoi w miejscu, ten nigdy nie idzie do przodu.
To bardzo mądre słowa. Nie pamiętam, kto je wypowiedział. Zawsze, gdy mam kryzys, to najpierw przez jeden dzień odpoczywam. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy, że odpoczywanie jest… męczące. Zwykle po jednym dniu wraca mi chęć do pracy. Jeśli nie, to przeglądam moją listę (zrobione – do zrobienia) i zmniejszam ilość zadań do wykonania w ciągu danego dnia. Po co? Żeby robić mało, niewiele, prawie nic, ale robić – żeby iść do przodu.
Przeczytałam bardzo dużo książek motywujących i doszłam do wniosku, że tylko pierwsze dwie1 cokolwiek wniosły do mojego życia. Cała reszta może nie tyle, że była bezwartościowa, ile była bezwartościowa dla mnie, bo wszystko, co ważne, wyciągnęłam z poprzednich książek. W chwilach kryzysu, zamiast kupować lub wypożyczać kolejne, w zupełności wystarczył mi powrót do tych, które znam. Najważniejsze jednak było spojrzenie na moje listy zadań – ile już zrobiłam i ile mi zostało.
To samo dotyczy książek o biznesie – tylko kilka uważam za godnych polecenia i wnoszące coś wartościowego. Reszta, to powielanie schematów i pisanie ciągle o tym samym. Motywującą atmosferę można znaleźć wszędzie – w przeczytanych książkach, w lesie, na ulicy. Oczywiście dużo łatwiejsze jest kupowanie coraz to nowych książek motywujących…
Krótko mówiąc: Mniej czytania, więcej działania.
Powyższy tekst pochodzi z książki Motywacja dla rozsądnych.
